SKS Dashblade – błotnik rowerowy dla opornych

Dlaczego dla opornych? Osobiście bardzo lubię minimalizm, i to w prawie każdej dziedzinie. W mieszkaniu nie mam za dużo mebli ani dupereli na półkach, biżuterii za dużo nie noszę, im prościej tym lepiej. To samo dotyczy roweru, nie lubię nadmiaru gadżetów, bogatej kolorystyki i wzornictwa, a najlepiej, żeby producenci powywalali wszystkie swoje loga. Bardzo długo nie chciałam zamontować błotnika bo psuł mi wizualnie rower. To oczywiście głupie podejście, bo gdy się jeździ w różnych warunkach atmosferycznych, wygląd ma drugorzędne znaczenie. Po kilkukrotnym przejeździe w sporym deszczu (mokre gatki), ostatecznie przemogłam się i zdecydowałam kupić błotnik. Na początek tylko tył, żeby nie było za dużo szczęścia na raz :)

Bardzo ważnym kryterium była szybkość i łatwość demontażu – po co mi błotnik w ładną pogodę. Po przejrzeniu ofert sklepów internetowych został wyłoniony zwycięzca – SKS Dashblade.

Test błotnika SKS Dashblade

SKS to znana niemiecka firma – i co się chwali na błotniku jest wytłoczone made in Germany, a nie China. Jest to produkt przeznaczony dla rowerów MTB o rozmiarze kół od 26 do 29″, ale z powodzeniem można go zamontować na innym typie roweru. Dashblade wykonany jest z solidnego, grubego ale jednocześnie w miarę elastycznego plastiku, oczywiście w kolorze czarnym.

Jaki błotnik do górala
Deklarowana waga wynosi 178 gramów – u mnie waga pokazała 183 g – czyli różnica niewielka. Całość wygląda dość masywnie i dzięki sporym wymiarom zapewnia skuteczną ochronę przez błotem i wodą, wyrzucanymi spod kół.

– Długość głównego elementu (bez części mocującej) – 54 cm.
– Szerokość przy mocowaniu – 8 cm.
– Szerokość na końcu (najszersze miejsce) – 10 cm
– Wysokość (przy mocowaniu) – 13 cm.

Deska błotnika połączona jest z częścią mocująca za pomocy śruby. Imbusowa śrubka pozwala na regulację kąta, pod jakim ma być ustawiony błotnik.

SKS Dashblade Test błotnika
System mocowania jest genialny i jednocześnie banalny. Błotnik mocuje się na wsporniku siodełka – co daje kolejną możliwość regulacji – tym razem góra – dół. Na początku trzeba dostosować długość taśmy do grubości sztycy i zapiąć ją ząbkowaną klamerką z tworzywa. Całość powinna zapinać się z lekkim oporem, ale nie może być zbyt luźna, bo inaczej błotnik nie będzie stabilny podczas jazdy. Od wewnętrznej strony taśma ma wplecioną „gumową nitkę”. Tworzy to dodatkowe tarcie i zabezpiecza całość przed zsuwaniem się. Zapinka błotnika jest tak wyprofilowana, aby działać przy odpowiednim napięciu taśmy. Zapinana „na sucho” nie trzyma się. Miejsce styku ze sztycą jest pokryte grubą gumą – na  pewno nic się nie porysuje.

Błotnik rowerowy SKS Dashblade
Wrażenia z jazdy. Nie chciałam błotnika, bo zawsze kojarzył mi się z chamskimi plastikami obijającymi się na każdym wyboju albo co gorsza, trącymi o opony. Większości pewnie to wisi, dla mnie jest nie do zaakceptowania. W przypadku Dashblade’a byłam miło zaskoczona. Nawet przy dosyć niskim zamocowaniu, całość jest dostatecznie sztywna i stabilna – nic nie hałasuje i nie przesuwa się. Skuteczność również oceniam bardzo wysoko, nie chlapie na boki, po plecach tym bardziej. Przy tym wydaje mi się dość estetyczny w formie i wykonaniu. Cena również przyzwoita – można go kupić za ok. 45 zł.

Póki co nie zdecydowałam się na przednią wersję tego modelu – SKS Dashboard. Na pewno jest świetny, ale nie będę wprowadzać do roweru kolejnego elementu. Na razie radzę sobie bez niego. Oczywiście przy mocniejszym deszczu i szybszej jeździe trochę chlapie spod przedniego koła – ale dramatu nie ma.