Prosty szlak na Śnieżkę od czeskiej strony – Horni Mala Upa

W Karkonoszach wszystkie drogi prowadzą na Śnieżkę. A nawet jeżeli nie wszystkie, to opcji dojścia na najwyższy szczyt tego regionu jest wiele.
Razem z Łukaszem wybraliśmy się na przedłużony weekend do Czech. Wypad miał być głównie rowerowy, ale powiedziałam, że Śnieżki nie podaruję. Niestety pogoda nie sprzyjała. Od rana cały czas padało, jednak po 15 prognozowana była duża zmiana i przejaśnienia. Wymyśliliśmy sobie, że właśnie koło 16 będziemy na szczycie podziwiać widoki. Zapowiadało się pięknie, a wyszło jak zawsze ;]

Wybrałam prostą i krótką trasę biegnącą w części po asfalcie. Start przy Podolskiej boudzie przy drodze nr 296 – schronisko Jelenka – Czarna Kopa – Śnieżka. Całość według aplikacji mapa turystyczna, ma 6,9 km w jedną stronę. Czas dotarcia w górę był z grubsza zgodny z czasówkami podanymi na papierowej mapie – droga na szczyt zajęła nam 2 godziny i 10 minut. Z powrotem schodzi się znacznie szybciej, zwłaszcza jak się chce przebrać w coś suchego.

Pierwsza część drogi prowadzi zielonym szlakiem. Po około 10 minutach należy skręcić w lewo w szlak żółty. Jeden i drugi jest drogą asfaltową biegnącą przez las. Może to i mało urokliwe, ale przynajmniej w deszczu nie grzęźnie się w błocie. Fragment ten jest również udostępniony rowerzystom. Wjeżdżać bym nie chciała, ale zjazd musi być świetny.
Droga prowadziła do czeskiego schroniska Jelenka. Miejsce bardzo przyjemne i podobno mają bardzo dobrą zupę gulaszową. Niestety nie potwierdzę tej informacji – już od wielu lat nie jem mięsa.

Od schroniska na Śnieżkę można się dostać przez las szlakiem zielonym oraz wybranym przez nas, szlakiem czerwonym (wspólny z niebieskim) przez Czarną Kopę. Na Kopę idzie się wśród kosodrzewiny schodami zbudowanymi z kamieni i drewna. Po osiągnięciu wysokości 1411 m n.p.m. teren się zdecydowanie wypłaszacza.

Szlak biegnie granią – Czarnym Grzbietem. Przy dobrej pogodzie widoki są rewelacyjne. Tym razem, w celu ich podziwiania skorzystałam z Google Street View – my nie widzieliśmy nic prócz mleka. Na odkrytym terenie zaczęło też przeraźliwie wiać, a do deszczu dołączył mokry śnieg.

fot. Krzysztof Siwa, Google Street View

Przed szczytem trzeba kawałek podejść pod górkę, gdzie następnie trafia się na wybrukowaną drogę biegnącą bezpośrednio na szczyt.

Poniżej piękny widok na obserwatorium na Śnieżce. Na górze podmuchy wiatru dochodziły do 70 km/h i nie było to przyjemne. Z plecaka bezpowrotnie zerwało mi pokrowiec przeciwdeszczowy.

Muszę przyznać, że dawno nie byłam w Karkonoszach. Nie wiedziałam nawet, że „spodku” zatknięto szumnie zwaną restaurację i toalety. Podobno, powodem tej decyzji był zły stan techniczny dolnej części obiektu.
My schroniliśmy się Czeskiej boudzie – która tak na prawdę jest budynkiem poczty, a nie schroniskiem. Można się tam jednak napić czegoś ciepłego no i oczywiście wysłać kartkę pocztową ;] Wszędzie umieszczone są informacje z prośbą o niespożywanie własnego jedzenia. Głupio się nie dostosować.

Czekaliśmy dosyć długo, ale niestety, nic nie wskazywało na to, żeby pogoda miała się zmienić, więc zdecydowaliśmy się na powrót. Wiało i padało jeszcze gorzej niż w drodze na górę. Dopiero jak minęliśmy Jelenkę, zza chmur zaczęło wyglądać słońce. Jak dotarliśmy do samochodu, było już na prawdę ładnie i zaczynało być widać grzbiety Karkonoszy. Cóż mogę powiedzieć, prognoza się sprawdziła tylko, że z trzygodzinnym opóźnieniem.

Komu bym poleciła ten szlak? W dobrych warunkach atmosferycznych – absolutnie każdemu. Znaczną wysokość pokonuje się samochodem, więc podejścia nie są bardzo uciążliwe. Pierwszą część, do schroniska, można spokojnie pokonać z małymi dziećmi. Wytrwali to pewnie i wózki tam ciągną ;] Wejście na poziom Czarnego Grzbietu przez spory odcinek zapewnia piękne widoki.

A co przy gorszej pogodzie? Przede wszystkim należy się wyposażyć w dobre ubranie przeciwdeszczowe. Powiem tak: albo gore-tex po całości albo krasnalowa peleryna.  Trochę mnie bawi widok kolorowych foliowych peleryn na szlaku, ale przynajmniej chronią przed przemoknięciem i tym samym wyziębieniem. Wszystkie opcje pośrednie jak softshelle i słabsze kurtki membranowe nie dają rady przy silnym wietrze i deszczu.
Mam nadzieję, że będąc w Karkonoszach traficie na dużą lepszą pogodę niż my.