Najpiękniejsze miejsce na Fuerteventurze – Pico de la Zarza

Feurteventura to trzecia zdobyta przez nas wyspa z archipelagu Wysp Kanaryjskich. Tym razem z Łukaszem nie czekaliśmy do lutego, a uciekliśmy od wigilijnego stołu w wiosenne klimaty.

Sama wyspa bardziej znana jest z dużej ilości malowniczych, piaszczystych plaż niż z górskich wycieczek. Nie byłabym jednak sobą jakbym nie weszła na najwyższy szczyt okolicy. Góry nie są tu tak okazałe jak na Gran Canarii czy Teneryfie – najwyższy, Pico de la Zarza ma zaledwie 812.m n.p.m.

Nauczona doświadczeniami z Gran Canarii, przed wycieczką sprawdziłam dokładnie gdzie się zaczyna szlak i mniej więcej jaki jest długi. Tu doskonale sprawdza się google z opcją satelity. Trasa z grubsza zaznaczona na czerwono.

Szlak rozpoczyna się w miejscowości Morro del Jable, a dokładnie w jej północno-wschodniej części. Współrzędne miejsca gdzie można zostawić samochód: 28°03’34.3″N  14°19’42.8″W – miejsce widoczne na zdjęciu poniżej.  Po prawej stronie widać słupek z oznaczeniem szlaku i jego czasem przejścia. Szok! Hiszpanie oznaczyli szlak ;]

Czas ze znaku –  3 godziny 20 min to nie jest realny czas – chyba, że ma się problemy z poruszaniem się, albo idzie się na ogromnym kacu. Od tego miejsca na szczyt do pokonania jest ok. 6,3 km.

Przez większość czasu, szlak bardziej przypomina szeroką szutrowa drogę niż górską ścieżkę. Na początku zaczyna się trochę bardziej stromym podejściem, ale dość krótkim. Zaraz po nim po prawej stronie widać pracującą żwirownię.

Poniżej widoczna jest szutrowa autostrada pod szczyt. Krajobraz raczej niezmienny – surowy jak na wulkaniczną wyspę przystało.
Fuerteventura to wyspa wiecznych wiatrów; tak też można z hiszpańskiego tłumaczyć jej nazwę. Jak widać, w drodze na szczyt poruszamy się cały czas odkrytym terenem, co wiąże się z mocnym przedmuchem. Tego dnia, według prognozy, wiało z prędkością około 25 km/h, w porywach pewnie trochę więcej.

Jest też opcja, żeby większą część trasy pokonać rowerem. My spotkaliśmy dwóch rowerzystów. Zostawiali oni rowery przed końcowym podejściem, które do przejechania nadawało się jedynie dla profesjonalistów. Sama nie wiem, czy zostawiłabym rower w taki sposób na dłuższy czas.

Zdarzają się też miejsca trochę bardziej osłonięte od wiatru, gdzie jest szansa, że wyrośnie coś bardziej zielonego. Nadal roślinność przypomina bardziej pustynną, ale przebijająca się zieleń naprawdę bardzo ładnie wygląda.

Pod samym szczytem ścieżka znacznie się zwęża i staje się bardziej kamienista. Zwiększa się też pochylenie, ale nadal nie jest ono wybitnie wymagające. Zdziwienie może wywołać widok ogrodzenia i siatki obejmującej szczyt góry. Nie, nie siedzi tam strażnik i nie pobiera opłat za wejście. Furtka nie jest zamykana na zamek, a jedynie na klamkę. Cała ta konstrukcja ma chronić roślinność przez kozami. Na wyspie znajduje się wiele, endemicznych gatunków roślin, szkoda by było, żeby wszystkie wyżarły kozy. Jak tam będziecie, pamiętajcie, żeby zamknąć za sobą bramkę.

Widok z góry jest olśniewający. Wyspa w tej okolicy ma zaledwie około 8 km szerokości, dzięki czemu doskonale widać oba wybrzeża, a w oddali koniec wyspy. Myślałam, że jak dotrzemy na szczyt to nam głowy pourywa, ale nie. Było dużo spokojniej niż w niższych partiach. Pogoda dopisała, więc siedzieliśmy na górze około 30 minut, podziwiając widoki.

Jak się ubrać na zdobywanie szczytu Pico de la Zarza?
Poniżej, mało atrakcyjne zdjęcie zrobione podczas wyjadania okruszków batonika, ale za to pokazuje co miałam na sobie. Temperatura na wyspie była przyjazna – około 20 stopni przez cały czas. Całą drogę do góry szłam w krótkich spodenkach i koszulce. Dość szybko sięgnęłam bo buffa, bo myślałam, że mi mózg wywieje przez uszy. Ok, tak źle nie było, ale z buffem na uszach było zdecydowanie bardzie komfortowo. Warto zabrać ze sobą bluzę albo cienką kurtkę.

Problemem nie jest temperatura sama w sobie, a przeszywający wiatr, który znacznie zmienia odczuwanie ciepła.
Ja miałam bardzo uniwersalne buty North Face’a, można powiedzieć, że to lekkie podejściówki. Droga nie jest w żaden sposób wymagająca, tak więc zwykłe sportowe obuwie też daje radę. Jak ktoś lubi, to i trekingowe sandały się nadadzą. Byle nie w klapkach czy japonkach.

Mimo mocno rekreacyjnego charakteru trasy, trzeba pamiętać o butelce wody. Słońce i wiatr potrafią o sobie przypomnieć. Dla bardziej wrażliwych polecam też krem z filtrem na twarz.

Ostatecznie droga na górę zajęła nam trochę ponad 2 godziny, w dół zdecydowanie krócej – około godziny i 20 minut. Na całą wycieczkę, żeby się nie śpieszyć, warto zarezerwować sobie 4 – 4,5 godziny czasu. Jak się zrobi ciemnawo też nie ma opcji, żeby się zgubić, ale lepiej mieć ze sobą czołówkę. Wątpię, żeby wieczorem kozy przeistaczały się w groźne, żądne kanapek drapieżniki. Kozy trzymają się na bezpieczną odległość od ludzi, jednak tak jak w przypadku każdego zwierzęcia, uważałabym na matki z młodymi.

W broszurkach reklamowych o Fuerteventurze nie znajdziecie tego miejsca, dzięki temu nie jest zbyt oblegane. Turystyka wyspy opiera się głównie na plażach i sportach wodnych. Dla mnie jednak szczyt Pico de la Zarza okazał się najfajniejszym punktem naszego wyjazdu. Tak pięknych widoków na wyspie, nie ma w żadnym innym miejscu.

  • A.J

    Czy szlak jest do przejścia dla 5.5 i 9 latki, które chodzą po Tatrach itd?. Chodzi mi o same jakieś ostrzejsze kawałki, czy takowe są po drodze?

    • Szlak przez większość czasu łagodnie się wznosi. Tylko końcówka to trochę ostrzejsze podejście. Cały czas jest to jednak raczej ścieżka niż kamienisty szlak. Jeżeli dzieci chodzą po Tatrach to spokojnie sobie dadzą radę.

      Uciążliwy może być silny wiatr i ewentualnie temperatura, w zależności od pory roku. Na całym szlaku nie ma gdzie się schować przed słońcem.
      Nawet jak się zdarzy, że nie dojdziecie do końca to widoki po drodze i tak są fajne. Oczywiście najlepsze na szczycie – zdjęcia tego nie oddają;]

      Polecam zajrzeć na mapy google (współrzędne startu są we wpisie). Na satelicie widać szlak i daje to jakiś pogląd na trudność trasy.
      Udanej wycieczki ;]