Ból pośladków (i nie tylko) na rowerze

Jeżdżenie na rowerze ma być przyjemnością, a tu się okazuje, że co chwilę coś boli i coś jest nie tak. Nie przesadzę chyba stwierdzając, że każdy odczuwał kiedyś ból pośladków po jeździe. Zazwyczaj jest to problem przejściowy; gorzej jak nie można się go pozbyć. Poniżej kilka przyczyn, przez które można odczuwać ból.

Wiosenne pośladki

To nie jest nazwa obiegowa, wymyśliłam ją na potrzeby wpisu. Nawet wytrawnego rowerzystę mogą zaboleć cztery litery, jeżeli trzymał przez pół roku rower w pokoju i na niego jedynie patrzył. Po długiej przerwie, skóra, kości i mięśnie pośladkowe odzwyczajają się od specyficznego ucisku od siodełka. Jeżeli w poprzednim sezonie siodełko było wygodne, pewnie będzie tak i tym razem. Parę wyjść na rower i ból minie.

Złe ustawienie

Jeżeli ból utrzymuje się już za długo, warto skontrolować ustawienie siodełka. Ustawione za blisko lub pod zbyt dużym kątem, może powodować zły rozkład masy. Główny ciężar ciała powinien się opierać na tylnej części siodła; na pewno nie na zwężanej, przedniej. Dobre ustawienie nie jest wybitnie skomplikowane – jak ustawić siodełko w rowerze –  na swoim blogu napisał Łukasz.

Nieodpowiedni typ siodełka

Zdarza się, że siodełko jest nieodpowiednie do naszej budowy. Chodzi głównie o rozstaw kości kulszowych. Można je łatwo wyczuć. Wystarczy się trochę pochylić i pomacać po tyłku – te twarde wystające części, to właśnie kości kulszowe. Siodełko musi zapewnić ich podparcie i dlatego produkuje się je w różnych szerokościach. Nie bez znaczenia jest też twardość. Wbrew pozorom miękkie siodełko nie zawsze będzie wygodne i odpowiednie. Może się tak stać, że będzie miało zbyt wiele punktów podparcia z ciałem i będzie źle rozkładało ciężar.

W profesjonalnym bike fiittngu siodełko jest dobierane do zmierzonego rozstawu kości. Można spróbować zrobić to samemu. Jeden sposób to wycelowanie miarki krawieckiej w „guzki”, co jest dosyć trudne i niewygodne. Fajnym patentem jest odciśniecie pupy na czym miękkim – na przykład na grubym kartonie czy tekturze falistej. Należy usiąść w pozycji podobnej jaką przyjmuje się na rowerze i trochę poruszać nogami. Kości powinny pozostawić odcisk. Odległość między środkami wgłębień to rozstaw kości kulszowych.

Pomiar może być wskazówką do wstępnego wyboru siodełka; niestety nie ma gwarancji, że będzie ono w 100% wygodne. Ważny jest jeszcze profil jego tylnej części i ogólnie kształt. Nie przekonasz się póki nie pojeździsz.

Problem męski

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo i niby po co; ale faceci często mają problem z drętwieniem pewnej wrażliwej części ciała. Wszystko przez miejscowe problemy z przepływem krwi. Naczynia odpowiadające na przepływ krwi w rejon penisa znajdują się w obszarze, na którym siedzi się na siodełku.

Rozwiązaniem znowu jest dobranie siodełka o odpowiedniej szerokości. Dobre są też męskie modele z dziurą w środku. Tam gdzie dziura – nie ma nacisku; to dość logiczne. Są też takie wynalazki jak siodełka z „rozdwojoną” przednią częścią (montuje się je głównie w rowerach triathlonowych). Czy to fajne, nie jestem w stanie powiedzieć.

Męskie siodełka rowerowe

Pomóc może też zmiana pozycji za kierownicą na bardziej wyprostowaną. Ciężar ciała, koncertuje się wtedy bardziej z tyłu. Pod warunkiem, że nosek nie będzie za bardzo uniesiony do góry.

Fajnym męskim siodełkiem jest Selle Italia Man Gel Flow. Niestety nie mogę dać gwarancji, że każdemu podpasuje. Kosztuje około 300 zł.

Problem damski

Tu już mogę trochę więcej powiedzieć. Drętwienia u kobiet w rejonie krocza są raczej rzadziej spotykanie. Za to podrażnienia miejsc intymnych, to już inna bajka. Rozwiązaniem mogą być damskie wersje siodełek. Są one nieco szersze z tyłu – kobiety mają szersze biodra niż mężczyźni. Nie mylić z gabarytami tyłka ;] W przedniej części mogą mieć otwory lub głębsze wyżłobienia – tak aby siodełko mniej się stykało z ciałem.

Typowym błędem popełnianym przez kobiety jest kupowanie zbyt szerokiego i miękkiego siodełka. Często niestety za namową sprzedawców. Kanapa to jest fajna do pokoju, nie do roweru. Taki model może się sprawdzić na kilka kilometrów spokojnej jazdy. Przy dłuższych wycieczkach, zwłaszcza w wysokich temperaturach, zwiększa szanse na powstanie otarć i podrażnień.

Damskie siodełka rowerowe

Kobiety zdecydowanie częściej męczą się też z hemoroidami. Tu, nawet na krótkie wycieczki, ratunkiem mogą być spodenki z wkładką. Tylko takie, chociaż ze średniej półki, żeby nie zrobiły większej krzywdy niż pożytku.

Moje siodełko Selle Italia C2 jest wygodne, ale po większej ilości kilometrów uznaję, że jednak mogłoby mieć otwór w środku. Pomyślę o tym, przy następnym zakupie.

Tak mi się jeszcze w temacie damskich siodełek skojarzyło. Wiecie dlaczego 100 lat temu kobieta na rowerze siała zgorszenie? Siadanie na rowerze okrakiem miało ją pobudzać erotycznie, dodatkowo uszkadzać miednice i takie tam bzdury. Tylko faceci mogli wymyślić coś takiego.

Stare siodełko

Nawet najlepsze siodełko na świecie, kiedyś kończy swój żywot. Mówią jedynie, że nie dotyczy to skórzanych siodeł Brooksa. Jak kogoś stać, to podobno warto. Warstwy żelowe, gąbki, sprężyny – to wszystko się zużywa. Jeżeli kiedyś mogłeś przejechać na siodełku pół miasta, a teraz już nie bardzo, to pora je wymienić.

Spodenki z wkładką

Nawet najlepsze siodełko nie uratuje naszego tyła przed bólem na długiej trasie. Inaczej szosowcy nie jeździliby w pieluchach. Długa trasa – to pojęcie względne i dla każdego będzie oznaczało coś innego. Ja po 70 kilometrach czasami żałuje, że nie mam takich.

Należy pamiętać, że spodenki z wkładką nosi się bez bielizny. I nie jest to opcja, ale bezwzględna konieczność. Bielizna poz spodenkami będzie się zapacała, rolowała i drażniła skórę. Mnie, jako kobietę, taka opcja trochę mierzi ze względów higienicznych. Ok, spodenki trzeba wyprać i tak po każdym dniu jazdy, ale mimo wszystko. Póki co nie jeżdżę na długie trasy.

Warto kupować spodenki z wkładką dobrej jakości. To wydatek około 150 – 200 złotych, ale warto. Łukasz przez jakiś czas jeździł w tańszych i po 100 kilometrach narzekał, że się przesuwają i ubijają. Odkąd ma spodenki Pearl Izumi – tematu nie ma.

Ciekawą opcją na krótkie jazdy, wydają się być majtki rowerowe Brubecka. Maję delikatną wkładkę, która poprawia wentylacje i zmniejsza ucisk, no i można założyć na nie normalne spodenki. Chyba się w nie zaopatrzę przy kolejnych zakupach.

Sposoby na odparzenia

Taka przypadłość to nic nadzwyczajnego. Podatność na takie historie zależy od wrażliwości skóry, intensywności jazdy, skłonności do pocenia, zachowywania higieny itp. Jeżeli w planie masz bardzo długą jazdę, już zawczasu warto posmarować sobie newralgiczne miejsca, Dobra jest maść Sudocrem oraz krem dla niemowląt Bepanthen. Obie natłuszczają i działają łagodząco na skórę.  Czytelnik podpowiedział, że najlepiej sprawdzają się kremy oraz balsamy dedykowane rowerzystom. Takim produktem jest między innymi Sportsbalm Anti-friction Creme.

Można stosować też talk, tak jak to się robi u małych dzieci noszących pieluchy. Zazwyczaj są to tanie produkty i dostępne w każdej aptece. Niestety dość szybko się wchłania i nie tworzy już ochrony. Taką talkową warstwę trzeba odnawiać przy długich jazdach.

Maść na ból d… z Allegro się nie sprawdzi ;] Szanse na odparzenie zmniejszą dobrze dobrane i ustawione siodełko oraz dobre spodenki z wkładką.

 

To na koniec przypomnę jeszcze tylko, że rower ma być przyjemnością. Starajmy się zrobić wszystko, żeby tak właśnie było i nie męczyły nas żadne bóle. Do niektórych rozwiązań dochodzi się w miarę nabierania doświadczenia na własnym tyłku ;]

 

Zapraszam na pozostałe wpisy dotyczących częstych dolegliwości rowerowych:

1. Drętwienie rąk na rowerze – jak sobie poradzić?
2. Ból kolan podczas jazdy na rowerze – co zrobić?

4 komentarze

  • Marcin Gryszkalis napisał(a):

    Co do smarowania – to moim zdaniem (popartym doświadczeniem) lepiej użyć dedykowanego kremu/balsamu, np. http://www.sportsbalm.pl/protection-series.html – oczywiście dobre spodenki są ważne, ale po kilkuset kilometrach w warunkach dużej wilgotności (pot) bez smarowania może być ciężko…

  • Kristo X napisał(a):

    Bardzo ciekawe, część męska była konsultowana z Łukaszem?

  • Danek napisał(a):

    Zimę mieliśmy na tyle łagodną że w moim przypadku „Wiosenne pośladki” nie obowiązują choć od znajomych słyszałem zdania w stylu: „Trzeba zacząć przyzwyczajać cztery litery do wiosennej jazdy”. Zauważyłem jeszcze jedną rzecz. Ci którzy jeździli regularnie w sezonie, a w zimie nie wyjechali ani razu, za to sezon znów zaczęli dość aktywnie – nie mieli aż tak poważnych problemów z „siedziskiem”.
    Na początku trochę żałowałem, sprzedając swój stary rower że nie zabrałem z niego siodełka. Jednak po kilku jazdach na nowym sprzęcie nie odczuwałem, jak się okazało jakiejś diametralnej różnicy. Ot kwestia przyzwyczajenia. A może siodełka były podobne :)
    Co do spodenek, zgadzam się Moniko, że warto w nie zainwestować i kupić coś porządnego. Mnie odpowiadają produkty BCM Nowatex. Polecam.
    Co do kwestii tzw. męskiego problemu w moim przypadku przy trasach 80-100km, problem rozwiązał się po tym jak zacząłem robić… częstsze przerwy podczas jazdy. Wystarczy kilka, kilkanaście minut, ważne aby były systematyczne. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.